Lato zbliża się wielkimi krokami. Dni są co raz dłuższe i cieplejsze, a wiadomo, że najlepiej gasi pragnienie zimne piwko. A czy może coś cieszyć bardziej niż zimne piwko zrobione w zaciszu domowym? Oczywiście najgorsze jest czekanie…
Ostatnio powrócił koncept robienia domowego piwa. Facebook przypomniał mi, że od ostatniej warki mojego piwa Halucek minęło już blisko 2 lata… Trochę się zawstydziłem, ale czasu nie było, albo może motywacji. W ostatni weekend mój własny i osobisty szwagier zaprosił mnie na wspólne warzenie piw i moja miłość do domowego browarnictwa odżyła na nowo i to ze zdwojoną siłą. Niczym huragan o pięknym kobiecym imieniu, dajmy na to Katrina, uderzył w moją świadomość i powstał śmiały plan uwarzenia piwa w domu. Plan ambitny, ale czego się nie robi dla ugaszenia pragnienia własnym piwem. Bo jakże to wspaniałe uczucie gdy otwierasz swoje własne piwo. Ale od czego wszystko się zaczęło?

Moje pierwsze piwo
Pierwszą warkę piwa zrobiłem jeszcze jak byłem studentem i mieszkałem w całkiem innym województwie niż teraz. Pamiętam jak dziś nerwy, emocje, ekscytację związaną z samym procesem warzenia, ale również z procesem otwierania piwa. Pierwszym rodzajem piwa jaki uwarzyłem był Stout. Wyszło pyszne. Natomiast miało pewien skutek uboczny. Po pierwszej degustacji okazało się, że piwo miało właściwości wspomagające nierealne sny. Całe 40 butelek piwa miało małe drobinki nazwane przez nas haluckami, działające na świadomość spożywającego w sposób zaskakujący i powodujący, że chodzenie spać wiązało się z przeżyciem wspaniałej przygody wewnątrz własnego umysłu.
Sny typu zjeżdżania jachtem z Nosala w Zakopanem, walki na krzesła z jeleniem pukającym do naszych okien czy skoków do żelkowych basenów wypełnionych ciekłym azotem było standardem i nie dziwiło nikogo. I nie mogło być inaczej – piwo zostało oficjalnie ochrzczone mianem Halucek. I mimo że kolejne warki piwa nie posiadały tak mocnych właściwości to…legenda zobowiązuje do kontynuowania procesu robienia haluckowego piwa.

Piwo domowe krok po kroku
Dla osób niewtajemniczonych. Robienie piwa to nie jest jakaś bardzo skomplikowana sprawa. Można zacząć od tak zwanych brew kitów. Czyli ekstraktu, który mieszamy z wodą i cukrem, po czym dodajemy drożdży i po procesie fermentacji kapslujemy w butelki. W brew kicie dostajemy wszystko co potrzebne do zrobienia piwa w domu, możemy nawet kupić zestaw z pojemnikiem do fermentacji i kapslownicą. Ale mimo nawet takiej uproszczonej procedury jest niezapomniane przeżycie. Proste ale satysfakcjonujące.
Później jednak zaczyna się prawdziwa zabawa. Zacieranie, filtrowanie, chmielenie… Jeśli niewiele Ci mówią takie sformułowania to dobrze trafiłeś, gdyż wraz z odnowieniem miłości do robienia piwa w domu, postanowiłem zrobić i opisać cały proces robienia piwa od podstaw. Od zacierania po degustację.
Plan już jest, czekam tylko na dostarczenie surowców od naszego partnera krakowskiego sklepu Alembik oraz sklepu Euro-win i ruszymy z relacją na blogu. Będzie to IPA lub jakaś moja wariacja w temacie – Halucek IPA. O firmie Euro-win napiszę później, bo warto zainteresować się ich ofertą, nie tylko w aspekcie piwa, ale również innych bożych darów typu wina itp.
Jest też dodatkowy plan. Myślę nad tym by podzielić się moim piwem, bo przecież nie tylko dla siebie robi się piwo w domu. Może jakiś konkurs. Może po prostu rozdanie piwka… Poczekamy i zobaczymy jak wyjdzie 🙂

To moze byc ciekawe – taki „ipa-lucek”. Fajnie ze wracasz do warzenia piwa. Ja tez planuje coś niebawem nastawić. Może uda się umówić na jakieś wspólne testowanie…
PolubieniePolubienie
Ipa-lucek to dobra propozycja na nazwę 🙂 a wspólna degustacja brzmi pysznie 🙂
PolubieniePolubienie
Ja chce teraz zrobić waizena albo waizenbocka…
PolubieniePolubienie
Super pomysł, a takiego halucka bym się napił 😀
PolubieniePolubienie
Jak będzie zrobiony to się zgłoś. Buteleczka będzie czekać 🙂
PolubieniePolubienie
Masz jak w banku
PolubieniePolubienie